Szalone Walizki

Jak nie dać się okraść w podróży czyli niezły Meksyk

jak nie dać się okraść

Właściwie ten tekst powinien zacząć się od słów – jak nie być frajerem na własne życzenie, bo kradzież to jedno a brak czujności drugie. Ale tak to jest gdy podróżuje się od lat i czasem jest chill a czasem zmęczenie powodujące utratę czujności. Ale piszemy ku przestrodze bo każda historia czegoś uczy a ta szczególnie.

jak nie dać się okraść
Na lotnisku im. L.Wałęsy w Gdańsku, jeszcze w świetnych nastrojach

Lecimy na Kubę przez Meksyk

Jak zwykle gdy zaczynamy podróż jest radość. Przygotowując się do Kuby mieliśmy plany, dużo planów. Chcieliśmy pokazać Wam więcej z tego co sami widzimy w świecie. Dlatego dwa miesiące przed podróżą kupiliśmy gimbala DJI Osmo, który świetnie stabilizuje obraz, kręci 4K a do tego robi super zdjęcia panoramiczne w formacie RAW czyli takim nieskompresowanym, co jest ważne przy obróbce ale co najciekawsze robi foty 360 stopni. Taka kamera ze stabilizacją w jednym. To właśnie on we własnej osobie, jeszcze na testach w domu.

jak nie dać się okraść

Niezły Meksyk

Do każdej podróży przygotowujemy się bardzo starannie. Do tej wyjątkowo starannie, więc możecie sobie wyobrazić to planowanie, sprzęt, plecak ze sprzętem do fotografii podwodnej i nawodnej. Jednym słowem było tego sporo.

jak nie dać się okraść

No ale do brzegu. Lecieliśmy z Gdańska do Amsterdamu, dalej Meksyk i Hawana. Trochę przesiadek było ale jak się latać tanio to trzeba pewne niedogodności wkalkulować w przyjemność pod nazwą podróże. Między Amsterdamem a Mexico City w czasie 12 godzinnej podróży oczywiście pospaliśmy, połaziliśmy po pokładzie. Dolatujemy, zabieramy bagaże podręczne, wychodzimy do odprawy i…

Nie ma gimbala – tego gimbala, który miał czynić cuda

jak nie dać się okraść

Chcemy wrócić na pokład samolotu sprawdzić jeszcze raz. Ochrona nie wpuszcza mnie z powrotem. Pierwszy raz w życiu. Odsyłają do Lost and Found Office czyli biura rzeczy znalezionych. Jest około 5.00 rano. Nikt jednak nie dodał, że biuro jest otwierane dopiero o 8.30 !!! A ochrona, która pracuje na lotnisku przecież doskonale wie takie rzeczy. Czyli wysłali nas na Berdyczów.

jak nie dać się okraść

Czuję, że dzieje się tu coś dziwnego i przebijam z powrotem do odprawy po lądowaniu, odnajduję innych urzędników, którym zgłaszam kradzież lub zaginięcie bo jeszcze nie wiedziałem o co chodzi. Ale wszystko jest na gębę. Widząc co się dzieje, poprosiłem o wydanie mi jakiegokolwiek potwierdzenia, że zgłosiłem zdarzenie,  żeby móc przedstawić dokument polskiemu ubezpieczycielowi. Urzędnicy jeden po drugim odmawiają. Proszę o rozmowę z kierownikiem – ten też odmawia. Przypomina mi się film Miś i numer w szatni – ” Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi?”.

Słabo, źle, najgorzej, Aero Mexico

Dostaję wymiętą kartkę papieru a na niej adres mailowy, który mógłbym sam wygooglować do Biura Obsługi Aero Mexico. Bo to tymi liniami lecieliśmy i tam zaginął gimbal DJI.

jak nie dać się okraść

I to obsługa tych linii miała dokładnie wszystko w nosie. Żegnam i do widzenia. Dostaliśmy informację, że na pokładzie samolotu nic nie znaleziono. Czyli ktoś ukradł. Kiedy, jak? O co chodzi? Do dziś zachodzimy w głowę jak to się stało. Zastanawiamy się dlaczego nie pozwolono nam wrócić na pokład samolotu by samemu przekonać się jak jest i czy przypadkiem gdzieś go nie znajdziemy. Dlaczego obsługa lotniska Mexico City odesłała nas do nieczynnego Biura Rzeczy Znalezionych?

Żeby wykorzystać wszystkie szanse natychmiast wysłaliśmy maila na wskazany adres email opisując zdarzenie. Automat odesłał numer sprawy i cisza. Mieliśmy sześć godzin czasu w Meksyku, który planowaliśmy wykorzystać na szybki skok w miasto by zobaczyć największy plac świata Zocalo. Nie wyszło. Może next time. Ale ze strony meksykańskiego operatora zapadła głucha cisza.

Wracamy do domu – znowu Meksyk

Minęły dwa tygodnie. Na lotnisku w Hawanie kupujemy w sklepie rum. Z każdej podróży przywozimy coś dla siebie i na prezenty. Butelki szczelnie zapakowane jak na każdym lotnisku w przezroczystą torbę. Dolatujemy do Meksyku. I… obsługa lotniska Mexico City kwestionuje nasz zakup, uważając że powinien trafić do bagażu głównego na dalszą podróż. W Hawanie sprzedawczyni nie wydała paragonu, my się jakoś nie upieraliśmy i w Meksyku jest znowu meksyk. Zabrali wszystkie butelki !!! Flaszki trafiły na zaplecze do obsługi. Nauczka – czujność – paragon musi być, ale gdyby obsługa pomogła nam w odnalezieniu bagażu głównego, co już praktykowaliśmy m.in. w Taipei, nie byłoby problemu.

Żeby tego było mało z Hawany zabraliśmy przygotowaną w pudełku pyszną papaję bo samolotowe żarcie wiecie jakie jest. No i oczywiście obsługa lotniska Mexico City również odebrała nam pyszne owoce, które zamiast do pojemnika na zakazaną żywność, który stał metr obok trafiły…. na zaplecze tejże obsługi.

jak nie dać się okraść

jak nie dać się okraść
Nasza papaja odchodzi w zapomnienie 🙂

Finał sprawy – kryptonim “niezły Meksyk”

Wróciliśmy do domu i dwa dni po powrocie przyszła odpowiedź, że…

Uprzejmie informujemy, iż sprawdziliśmy naszą bazę rzeczy znalezionych i nie znaleźliśmy rzeczy o podobnych cechach. Ponieważ upłynęło zbyt wiele czasu  nie będziemy już informować Cię w sprawie Twojego gimbala !!! podpisano – Jose Pereda Rosales – Ejecutivo de Atención a Clientes Customer Care Representative AEROMEXICO

To dlaczego nikt nie ruszył tyłka od razu tylko wysyłał nas do zamkniętego biura? I obudził się dopiero po dwóch tygodniach?

jak nie dać się okraść

Szczęście w nieszczęściu

Na nasze szczęście zawsze wychodzimy z założenia, że przezorny to ubezpieczony. Zawsze przed podróżą wykupujemy dobre ubezpieczenie zawierające zwrot kosztów leczenia, utraconego czy zniszczonego bagażu, NNW oraz OC. Podobnie w przypadku nurkowań, gdzie jedne z najlepszych na rynku, dedykowanych ubezpieczeń oferuje Hestia. Po powrocie zgłosiliśmy sprawę w TUiR Warta, z którą mamy do tej pory jak najlepsze doświadczenia – podobnie jak z Hestią. Więc może gimbal będzie miał drugie życie 🙂

jak nie dać się okraść

Już na spokojnie, w domu jeszcze raz doceniamy jak ważne jest przygotowanie do podróży i świadomość, konieczności zebrania dowodów, materiałów, wszystkiego co może potwierdzić to co się stało. A także ubezpieczenie na wypadek przykrych zdarzeń. Jeśli lecimy dobrą linią lotniczą – pomoże linia, jeśli złą – pomóc może ubezpieczyciel. A jeśli macie inne zdarzenia związane z linią lotniczą typu opóźniony, odwołany lot to zawsze możecie skorzystać z naszych porad zawartych w tym poście – Odwołany, opóźniony lot

A jeśli nie chcecie walczyć sami z linią lotniczą bo czasem bywa to trudne to zdajcie się na fachowców takich jak AirCashback – kancelarię wyspecjalizowaną w reprezentowaniu klientów poszkodowanych przez linie lotnicze.

Jaki morał z bajki? Pech czy może … szajki?

jak nie dać się okraść

Pierwszy raz w życiu spotkaliśmy się z podobną sytuacją, podobnym, fatalnym traktowaniem zarówno ze strony linii lotniczej – w tym przypadku Aero Mexico jak i obsługi lotniska. Ciąg fatalnych zdarzeń sprawia, że Meksyk już zawsze to będzie dla nas “niezły meksyk”.

Bo czy to możliwe, że akurat w Meksyku wszystko sprzysięgło się przeciwko nam? Czy też może nasze najgorsze podejrzenia, że to nie przypadek to właściwy trop? Ciekawe jakie są Wasze doświadczenia z tym lotniskiem, tymi liniami? A może to zwyczajny jednorazowy pech?

Komentuj jako użytkownik Facebooka
Szalone Walizki
Szalone Walizki
Szalony Walizki - blog podróżniczy, porady, organizacja podróży, kuchnia, fotografia. Czyli coś dla Ciebie :), zapraszamy

4 komentarze

  • Hej,

    z tym byciem frajerem to za dużo powiedziane. Pół roku temu byłyśmy z przyjaciółką w takiej podróży. Praktycznie analogiczna trasa z wyjątkiem miejsca startu: Warszawa-Amsterdam, Amsterdam – Meksyk, Meksyk-Hawana, w drodze powrotnej oczekiwanie w Meksyku 13h więc uznałyśmy, że chcemy im zostawić trochę pieniędzy, a przy okazji zobaczyć jeszcze maleńki zakątek tego wielkiego kraju. Skierowałyśmy się z terminala B do autobusu, którym dotarłyśmy do najbliższej stacji metra (Hangares). Chciałyśmy docelowo dostać się na stację Zocalo. Podczas zmiany linii metra na przystanku Pino Suarez w oczekiwaniu na pociąg koleżanka przekazała mi swój paszport z dużego plecaka do podręcznej saszetki (nerki)zakrytej szczelnie koszulką, w oczekiwaniu na pociąg (ponieważ nie zmieściłyśmy się do pierwszego, który nadjechał). Gdy pojawił się kolejny, nagle zrobił się tłok dokoła nas, obywatele MEX zaczęli się między nami przepychać (prawdopodobnie wtedy doszło do kradzieży). Po wyjściu na kolejnej stacji (Zocalo) zorientowałyśmy się, że nie mamy saszetki i chciałyśmy wejść z powrotem do pociągu, w którym właśnie zamknęły się drzwi i odjechał. Poszłyśmy do pierwszego punktu, gdzie dziewczyna mówiąca po angielsku chciała nam pomóc i skierowała do punktu policji na danym przystanku metra (Zocalo), argumentując, że tam sprawdzą kamery i nam pomogą. Poszłyśmy więc. Po chwili czekając na osobę, która mówiła po angielsku dowiedziałyśmy się, że musimy iść do Ministerstwa Spraw dla Obcokrajowców, gdzie jest możliwość wydania dokumentów uprawniających co opuszczenia kraju w takiej sytuacji jak u nas (bez dokumentów). Po zapytaniu, czy Panowie mogą sprawdzić kamery, zostałyśmy zwiedzione i poinformowane, że należy jak najszybciej udać się do Ministerstwa. W drodze do Ministerstwa (wg. informacji mężczyzny z punktu policji niedaleko stacji metra Insurgentes spotkałyśmy policjanta mówiącego po angielsku. Poinformował on przez krótkofalówkę innych policjantów o zajściu. Po przekazaniu wszystkich informacji jemu i jego przełożonemu, który pozwolił Davidowi iść z nami – udałyśmy się zgodnie z ich zaleceniami do głównego komisariatu, gdzie miałyśmy wypełnić protokół kradzieży i udać się do Ambasady Polski w Meksyku. Gdy tam dotarliśmy, kobieta poinformowała Davida, że nasze rzeczy zostały znalezione i czekają na stacji metra (Pino Suarez). Wróciliśmy więc do punktu wyjścia. Oczekiwano na nas w punkcie z protokołem i saszetką w której brakowało pieniędzy i telefonu komórkowego. Na pytanie, skąd ona się tu znalazła, otrzymałyśmy informację, że przyniósł ją mężczyzna. Zapytałyśmy o nagranie z monitoringu osoby, która dostarczyła skradzione rzeczy, jednak nie otrzymałyśmy odpowiedzi oprócz tego, że był to niski mężczyzna. Po podpisaniu protokołu (otrzymałyśmy jedną kopię) wykonano zdjęcia naszych dokumentów i pozostałych rzeczy. Obok małego pomieszczenia stała grupka policjantów, która w czasie całego zajścia robiła nam z zainteresowaniem zdjęcia. Bardzo się ucieszyłysmy, że odzyskałyśmy dokumenty, co wydawałoby się niemożliwe na terenie tak dużego miasta.
    Zgłosiłyśmy to później do polskiego konsula w MEX. Jego odpowiedź była daleka od odpowiedzi dyplomaty. Najbardziej nam szkoda zdjęć z Kuby, bo była ich cała masa…

    To tak żeby było Wam miło, że nie tylko dla Was Meksyk to “niezły meksyk”…. sporo podróżujemy i jesteśmy bardzo uważne, ale cóż… padło na nas…

    Powodzenia w kolejnych wyprawach

    J.

    • Cześć Asia. Wiesz, trochę czuliśmy się jak frajerzy bo podróżując tyle lat, byliśmy zawsze czujni na maksa. Widzieliśmy już wiele numerów jak się okrada roztrzepanych turystów i trochę mamy też sami do siebie żal, że tym razem jednak czujność zawiodła. Dlatego napisaliśmy o tym, że w takich sytuacjach czyli kradzieży sprzętu warto mieć ubezpieczenie i pamiętać o nim przed szkodą a nie po. Ale Wam współczuję, bo jak ukradną kasę i paszporty to przechlapane. Do tego ta sytuacja z policjantami fotografami i “dyplomatą”. A z tymi zdjęciami to jak rozumiem były w telefonie? Tego najbardziej szkoda, bo kasę się odrobiny a zdjęcia to jednak pamiątka nie do powtórzenia, drugi raz takich samych się już nie zrobi i nie powtórzy tych samych uczuć, zachwytu i wspomnień. Również powodzenia w podróżach, żeby była czujność i anioł stróż 🙂 Pozdr.

      • Dokładnie, wszystkie zdjęcia w telefonie. Bardzo chciałyśmy być poza internetem, więc nie robiłyśmy kopii zapasowych. Szczęście w nieszczęściu, że paszporty z biletami do PL do nas wróciły. Z ubezpieczeniem oczywiście masz rację, pewnie podczas kolejnej podróży do takiego dzikiego kraju już się w nie zaopatrzymy. 😀

        Takie historia jak nasza, Wasza potwierdzają, że podróże uczą 🙂

        • Strasznie Wam współczujemy, my też poczuliśmy co to znaczy cyfrowy detoks. Mało było netu na Kubie. Ale co do ubezpieczenia to właśnie ćwiczymy po kradzieży relacje z ubezpieczycielem. Jak będzie finał to też napiszemy. A co 🙂